FESTIWAL ZABYTKOWYCH PARKÓW I OGRODÓW IM. KAROLA MARII VON WEBERA
Jednym z tych najciekawszych walorów ziemi śląskiej jest jej dziedzictwo kulturowe, także w dziedzinie muzyki. I to nie tylko jak chodzi o urodzonych tutaj śląskich kompozytorów, jak przede wszystkim ks. Grzegorz Gerwazy Gorczycki, ale także, gdy poszukamy wybitnych gości Śląska. Z reguły jednym rzutem wymieniamy Telemanna, Beethovena czy Brahmsa.
Ale o tym, że na Śląsku działał czas jakiś także Karol Maria von Weber, dowiedziałem się dość późno, aż wstyd się przyznać. I rzesz cała zgoła sensacyjna: Oto w lipcu 1804 roku 18-letni Karol Maria von Weber objął posadę kapelmistrza teatru miejskiego we Wrocławiu. Czy dzisiaj można sobie wyobrazić taką sytuację? Nie, to absolutnie niemożliwe. Ale Weber musiał być widocznie osobowością zgoła wyjątkową, skoro tak młodemu człowiekowi powierzono to stanowisko. We Wrocławiu był podziwiany jako niezrównany wirtuoz fortepianu, improwizator i dyrygent między innymi przez bawiącą tam parę książęcą von Wuerttemberg. Toteż w roku 1806 – gdy na skutek splotu różnych wydarzeń – Weber musiał Wrocław opuścić, w samą porę przyszło zaproszenie do objęcia stanowiska dyrektora muzycznego dworu muzykalnej rodziny Wuerttemberg w miejscowości Carlsruhe, dzisiaj Pokój /Opolskie/, niedaleko Namysłowa. Pobyt nie był zresztą zbyt długi. Jego kres wyznaczył Napoleon. Wobec nadciągającej wojny, 23 lutego 1807 roku Weber pożegnał Pokój i wyruszył w drogę do Stuttgartu.
Ten krótki pobyt w opolskim Pokoju był dla Webera bardzo owocny: tu skomponował między innymi swoje jedyne dwie Symfonie, tylko tu, u ludowych śląskich grajków mógł usłyszeć melodię Miotlorza, wykorzystaną potem w Andante e rondo ungarese. A czarodziejska atmosfera, sielskie krajobrazy, lasy okolic Pokoju kilkanaście lat później zostały uwiecznione w Wolnym strzelcu.
No i tak zaczęła się historia festiwalu. Na początku roku 2003 zgłosiłem władzom Pokoju I projekt. Ale gdy parę miesięcy później z podobnym projektem wystąpiła pewna ważna profesórka z Wrocławia, mój oczywiście przepadł, bo wrocławski był bezkosztowy: tam mieli brać udział studenci pani profesorki, a oni – jak jej wiadomo – kasy nie potrzebują.
Chwała Bogu nic z tego jej nie wyszło i w kolejnym roku udało się doprowadzić do I Festiwalu im. K.M.von Webera. I oto tu – wobec mizernego zainteresowania ówczesnej władzy Pokoju - znaleźli się sprzymierzeńcy: Stowarzyszenie Epin i pani Małgosia Tyburczyk, bez której niczego byśmy nie zrobili. W kolejnym roku dołączyły się do organizacji dwie panie z pokojowskiego Urzędu Gminy: Barbara Zając i Joanna Ptaszek, zaraz po Festiwalu za zbytnie zaangażowanie w sprawy kultury srogo ukarane przez wójta zwolnieniem z pracy. To takie polskie, że aż piękne. Ale wtedy nie było mi do zachwytu i śmiechu. Dopiero czas pokazał, że Najwyższy wie co robi tak kierując ludzkimi poczynaniami: w najbliższych wyborach Barbara Zając została wybrana wójtem, a Joanna Ptaszek – vice.
Festiwal działa w rytmie 3-dniowym. Zaczyna się co roku w Boże Ciało i trwa do soboty. Koncerty odbywają się w niezwykłej urody kościele ewangelickim, ewangelickim domu parafialnym i kościele katolickim. Od początku przyjeżdża też ze Stuttgartu książę Wuerttemberg, potomek dawnych właścicieli, zaś z Zurychu – baron Max Maria von Weber, praprawnuk kompozytora.
Zapraszam do Pokoju, bo to miejsca czarodziejskie, park krajobrazowy i muzyka pod okiem czuwającego nad wszystkim gdzieś tam z góry autora Wolnego strzelca.